2017-06-14 23:07:59 Bieg Rzeźnika 2017

Czas po biegu w Szczawnicy minął bardzo szybko, 3 tygodnie mocnych treningów, trochę luzu i już mogłem się pakować na Bieg Rzeźnika.
To wyjątkowa dla mnie impreza, ponieważ od tego wszystko się zaczęło. Rok temu, właśnie tam pierwszy raz wystartowałem w biegach ultra po kilkuletniej przerwie ze sportem.
Dzięki tej przerwie i ciężkiej pracy fizycznej bardziej doceniam sport i czerpię z tego jeszcze większą przyjemność.

W tym roku byliśmy lepiej przygotowani zarówno ze strony fizycznej, jak i technicznej.
Za przygotowanie fizyczne odpowiedzialna jest moja żona Justyna, dzięki której po prostu wziąłem się do pracy, przestałem biegać sobie ot tak bez celu wokół jeziora i podążałem zgodnie z planem treningowym. Wiem, że razem możemy jeszcze wiele zrobić :)

Mój biegowy przyjaciel i rzeźnikowy partner Marcin Kosterkiewicz zaplanował wszystko perfekcyjnie ze strony technicznej. Nie mogę wyjawić wszystkich szczegółów, ale powiem, że plecaki były spakowane idealnie - idealna ilość płynów, żeli, batonów i co pewnie dla niektórych wyda się śmieszne kabanosów (tu podziękowania dla Mariusza Rajzera, który sprzedał nam tego tipsa w Szczawnicy za dwa kawałki pizzy). Podczas prawie 10 godzinnego biegu żołądek ma dość przyjmowania tylko słodkich napojów, żeli oraz batonów, dlatego słone kabanosy działają cuda. Trochę obawiałem się jak mój żołądek zareaguje na nie, ponieważ nie miałem możliwości przetestowania ich przed biegiem (w Norwegii nie ma kabanosów), ale okazały się strzałem w dziesiątkę!

W Bieszczadach mieliśmy chyba największy support ze wszystkich ekip. Wielkie dzięki dla Was wszystkich, mam nadzieję, że dostarczyliśmy Wam wiele emocji i już teraz obiecuję, że to nie koniec.

Dzięki Marcin, że drugi rok z rzędu mogłem liczyć na Ciebie i, że pomimo wielkiej odległości, codziennie motywujesz mnie do działania!!

Podziękowania dla moich rodziców i dziadka, rodziców Marcina, ekipy z Krakowa (mój brat Kuba, Patrycja, Iwona i Wiola), Karoliny(Szefowa bufetu jest tylko jedna) Przemyskiej Kozicy z ekipą, Bartosza I Justyny( super, że spotkaliśmy się po 10 latach od pamiętnego zgrupowania w Wysowej Zdrój).

Przed startem i podczas przygotowań używaliśmy najwyższej jakości produktów sponsorowanych przez firmę Makarun. Dziękujemy!!



Równo o trzeciej w nocy ruszyliśmy z Komańczy, Od startu bardzo mocne tempo narzuciła ekipa Attiq: Piotr Biernawski i Piotr Huzior, za nimi ruszył Robert Korzeniowski z Romanem Magdziarczykiem, my biegliśmy, kontrolując nasze założone tempo. Na pierwszym punkcie kontrolnym zameldowaliśmy się na 5 miejscu. Następnie ekspresowa wymiana plecaków na drugim punkcie kontrolnym na 32 km w Cisnej i przy okrzykach naszej ekipy ruszyliśmy dalej.
Między Cisną a kolejnym punktem kontrolnym tracimy trochę dystans i doganiają nas kolejne ekipy, jednak to Marcin też przewidział. Na 50 km zapinamy „linkę holownicza” i staram się narzucić mocne tempo, oddalamy się od dwóch ekip i gonimy czołówkę. Kibice krzyczą, że zmniejszamy dystans do podium. Ostatni punkt kontrolny ostatnia wymiana plecaków. Widzimy, tylko biegnącą przed nami parę, jest szansa na 5 miejsce!! Dopadamy ich zaraz za bufetem, ruszamy mocno pod górę zostawiając ich z tyłu. Jest już pięknie, ale gdzieś daleko przed nami 4 para. Przed samym końcem morderczej góry wyprzedzamy ich i gnamy na złamanie karku w dół.
Przeprawa przez rzekę, dostajemy informacje od naszych ludzi, że trzecia ekipa jest 1,5 minuty przed nami, niestety 30 km pogoń daje się we znaki i nie dajemy rady ich dogonić.
Wpadamy na metę zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi jesteśmy 4 ekipą spośród 583 par, które ruszyły z Komańczy.


Czas na świętowanie i wymarzony placek po węgiersku oraz zimne piwo „Bieszczadowe”. Najlepsze jedzenie w Bieszczadach tylko u bardzo sympatycznego małżeństwa w karczmie”Skup Runa Leśnego” w Dołżycy koło Cisnej.

Teraz czas na krótki odpoczynek i zabieram się do ciężkiej pracy. Następnym ważnym startem w Polsce będzie Bieg 7 dolin podczas Biegowego festiwalu w Krynicy Zdrój we wrześniu.

W dalszym ciągu szukamy sponsorów, którzy pomogą zrealizować nam wymarzone cele.

Dziękuje za wszystkie gratulacje oraz pozytywne komentarze od znajomych i nieznajomych :)

Zapraszam też na mojego instagrama: running.chef, gdzie możecie śledzić na bieżąco co słychać u mnie oraz mam nadzieję, znaleźć też jakieś kuchenne inspiracje!! :)

Pozdrawiam!!
Autor:
2017-04-29 09:52:58 Nowe wyzwania


Jakiś czas temu próbowałem wrócić do kolarstwa, jednak problemy zdrowotne i ograniczony czas mi to uniemożliwiły. Trochę później za namową kolegi wystartowałem w biegu na 5 km. Wykręciłem niezły czas, więc spróbowałem swoich sił na 10 km i tu też było nieźle. Zacząłem regularnie biegać i odkryłem, że bieganie daje niesamowitą frajdę.

Pewnego dnia mój kolega Marcin Kosterkiewicz rzucił wyzwanie: Bieg Rzeźnika! Stwierdziłem: Start o 3 w nocy z Komańczy i 85 km po Bieszczadach. Czemu nie?
Wróciły wspomnienia: jako dzieci często wyjeżdżaliśmy z rodzicami w góry i gdzieś migały mi przed oczami te już zapomniane miejsca. Debiut na Rzeźniku wyszedł świetnie, z Marcinem pomimo jednego biegowego treningu przed startem, rozumieliśmy się jakbyśmy biegali razem już 10 lat. Zajęliśmy bardzo dobre 14 miejsce i już na mecie wiedzieliśmy, że wrócimy tam za rok.
Strasznie spodobała mi się atmosfera biegów ultra: nie ma tam niepotrzebnej spinki, zawodnicy pomimo rywalizacji wspierają się nawzajem na trasie, a na mecie piją razem piwo. I to jest właśnie piękne.
Już latem 2016 roku wiedziałem, że chcę startować więcej, więc zgłosiłem się do Biegu Rzeźnika razem z Marcinem, Niepokornego Mnicha będącego równocześnie Mistrzostwami Polski W ultradystansowym biegu górskim, oraz biegu 7 dolin w Krynicy.
Mam to szczęście, że moja żona jest byłą lekkoatletką, więc szybko ułożyła wymagający plan i można było spokojnie rozpocząć przygotowania do nowego sezonu.

Przyszedł w końcu czas na start w Mistrzostwach Polski - Niepokorny Mnich. Z dystansem zmierzyło się 300 zawodników. Pogoda nie rozpieszczała, 4 stopnie ciepła i 30 cm opad śniegu dwa dni wcześniej nie ułatwiał nam zadania. Już od samego początku biegłem w granicach 4-6 miejsca, niestety po około 30 km skurcz żołądka uniemożliwił przyjmowanie pokarmu, za co musiałem zapłacić potężnym kryzysem i kolejne 15 km to była walka z samym sobą. Na szczęście miałem swoich ludzi na trasie, którzy obstawili wszystkie punkty żywieniowe i nie tylko i to właśnie dzięki nim i ciepłej herbacie w połączeniu z wygazowaną colą puścił mnie kryzys.
Na 45 km byłem na 13 pozycji, zdołałem jeszcze na ostatnich 20 km wyprzedzić 5 zawodników i zająć świetne 8 miejsce. Trzeba zaznaczyć, że był to dopiero mój drugi start w Ultra, więc jestem totalnie zielony w tej dyscyplinie :)

Dziękuje przede wszystkim mojej żonie Justynie, która świetnie ułozyła plan treningowy i zniosła moje długie godziny na treningach:) I wiem, że mogłem zrobić jeszcze więcej :P

Dziękuję Marcinowi, który zaraził mnie pasją do Ultra i za to, że zawsze mogę liczyć na jego pomoc.

Dziękuje mojej rodzinie i przyjaciołom, którzy zawsze wspierają mnie w nowych wyzwaniach i zawsze profesjonalnie pomagają na trasach zawodów :)

Dziękuję przemyskiej firmie Makarun za wyposażenie nas w najlepszej jakości produkty.

Dziękuje Rafałowi Rydlowi za gościnę nas podczas obozu przygotowawczego w Wetlinie.

Przed nami kolejne wyzwanie, już w czerwcu z moim przyjacielem Marcinem Kosterkiewiczem wystartujemy w Biegu Rzeźnika. Jest to wyjątkowy bieg bo pokonuje się go w parach, będzie to na pewno wspaniała przygoda :)
Po fuzji na początku sezonu reprezentujemy barwy norwesko - polskiej ekipy "Rybak Personal Trainer - PTC Przemyśl"

Szukamy w dalszym ciągu wsparcia ze strony sponsorów, więc serdecznie zapraszamy Was do współpracy, ze swojej strony gwarantujemy reklamę i godne reprezentowanie Waszych firm.

Pozdrawiam serdecznie !!
Autor: Maciek
2015-05-03 22:32:24 Sezon 2015 uważam za oficjalnie otwarty ! Witam serdecznie !
Jak miło wrócić na trasy kolarskie po 3 (!) latach przerwy :) W tym sezonie wracam do korzeni i reprezentuję barwy PTC Przemyśl.
W sobotę (02.05.15) wystartowałem na najdłuższym dystansie w pierwszej edycji maratonu rowerowego Cyklokarpaty w Przemyślu. Trasa liczyła 68 km i miała przewyższenia 1725m. Ze względu na bardzo ciężkie warunki pogodowe, uważam, że był to jeden z najcięższych maratonów w jakich uczestniczyłem dlatego tym bardziej jestem zadowolony z faktu, iż udało mi się dojechać do mety bez większych kryzysów. Zająłem 7 miejsce w kategorii open oraz 4 miejsce w kategorii M2, co przyczyniło się do wygrania generalnej klasyfikacji drużynowej tej edycji.
Chciałem serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy dopingowali oraz wspierali mnie na trasie :)
Miło było zawitać raz jeszcze w przemyskie progi oraz spotkać znajome twarze kolegów z peletonu. Wygrał świetnie dysponowany Bartosz Janowski, na drugiej pozycji przyjechał Mateusz Bieleń, na trzeciej pozycji dotarł Marcin Gołuszka.

Pomimo ograniczonego czasu do przygotowań do sezonu 2015 uważam, że jest to całkiem niezły wynik i na pewno jestem zmotywowany do dalszej pracy na treningach.

Do zobaczenia na trasie !
Maciek
Autor:
2014-10-02 21:31:18 Od 2012 do 2014 ... Witam wszystkich serdecznie!
Po bardzo długiej przerwie, bo prawie dwuletniej, chciałem się z Wami podzielić jakimiś newsami z mojego życia.
Jak wiecie ostatni raz startowałem w 2012 roku i od tego czasu bardzo wiele się zmieniło.
Na dwa lata zrezygnowałem z "profesjonalnego" kolarstwa, ponieważ podjąłem pracę za granicą, ale nadszedł taki dzień, że postanowiłem wrócić do treningów. Można uznać, że październik będzie pierwszym miesiącem regularnych przygotowań. Decyzję tą podjąłem, ponieważ nie wyobrażam sobie życia bez dwóch kółek, a patrząc na ostatanie wyniki polskich kolarzy jestem dodatkowo zmotywowany do rozpoczęcia treningów na nowo. W miarę możliwości czasowych (pracuję na pełny etat jako kucharz w hotelu konferencyjnym) będę uaktualniał stronę internetową.

Moja praca wiąże się również z moim hobby jakim jest gotowanie, dlatego postaram się dzielić z Wami nie tylko efektami przygotowań, ale także ciekawostkami z branży kulinarnej :)
W ciągu ostatnich dwóch lat miałem czas na spróbowanie innych dyscyplin sportowych i w ten sposób odkryłem, że bieganie sprawia mi ogromną przyjemność, dlatego postanowiłem w dużym stopniu włączyć je do moich przygotowań.



Jeśli macie jakieś pytania możecie je zadawać w komentarzach.

Pozdrawiam
Maciek

P.s
Ogromne gratulacje za rok 2014 dla Michała Kwiatkowskiego, Rafała Majki oraz całej reprezentacji na Mistrzostwach Świata !
Autor: Maciek
2012-11-15 21:35:09 Sezon, sezon i po sezonie ... Prędzej czy później musiałem podsumować sezon, a co za tym idzie przyznać, że nie był on jednym z lepszych.
Początek sezonu mogę okreslić jako bardzo udany, rozpoczął się od zgrupowania w Maladze i po którym czułem, że "noga jest dobra".
kolejnym punktem było zgrupowanie w Danii oraz start w wyścigu UCI, gdzie zająłem 14 miejsce.Obóz miał na celu szlifować technikę, a na zakończenie wystartowaliśmy kontrolnie, gdzie czułem się na prawdę dobrze, zajmując pierwszą lokatę.
Następnie Puchar Norwegii XC, czyli cała śmietanka norweskich kolarzy-ósme miejsce. Startowałem również w Pucharze Norwegii w Maratonie, ale mogę stwierdzić,że XC jest moim faworytem i nie przepadam za maratonowymi wyścigami.
Tydzień później "zaliczyłem" upadek, który mocno pokrzyżował moje plany startowe. Po upadku zdołałem wystartować w drugiej edycjii Pucharu Norwegii XC, z której byłem bardzo zadowolony zajmując w "czasówce" 5 pozycję, a w wyścigu głównym 3 lokatę. Mogę śmiało powiedzieć, że mój szczyt formy w tym roku przypadł właśnie na początek czerwca.
Po Pucharze Norwegii XC przyszedł czas na start w MP w Kielcach, gdzie niestety moja dyspozycja pozostawiała wiele do życzenia i w konsekwencji po 4 rundzie zszedłem z trasy. Na początku myślałem, że było to lekkie przeziębienie, aczkolwiek przeziębienie przeistoczyło się w grypę i w konsekwencji mocne antybiotyki.
Niestety nie udało mi się już przygotować do drugiej części sezonu i w rezultacie postanowiłem zrobić sobie dłuższe wakacje.
Mogę śmiało powiedzieć, że poziom kolarstwa w Norwegii zaskoczył mnie na ogromny plus. Nie zapominajmy, że Norwegowie mają wielu świetnych kolarzy jak Gunn-Rita Dahle Flesjå, Edvald Boasson Hagen,Lars Petter Nordhaug, Hakon Austad, Rune Hoydahl, Lars Ragnar Manengen, Ola Kjøren i wielu innych. Zadziwiający jest też fakt, że zawodnicy którzy jeżdżą maratony, jeżdżą również wyścigi XC na równie wysokim poziomie.
Za każdym razem, gdy ścigałem się na Pucharze Norwegii XC czy MX, cały czas była ta sama grupa zawodników, która z łatwością oscylowała pomiędzy tymi dwoma dyscyplinami.
Jeżeli chodzi o kolejny rok to jeszcze nie sprecyzowałem swoich planów, jeżeli chodzi o przynależność klubową.
O Norwegii mogę powiedzieć niewiele, ale mogę stwierdzić jedno, że pogoda nie sprzyja do uprawiania sportów letnich. Duża ilość opadów oraz niskie temperatury nie motywują. Za duży plus mogę uznać zaangażowanie społeczeństwa norweskiego w sport, kulturę jazdy na drodze oraz wysoki standard życia.
Uważam, że Norwegia jest dobrym krajem do życia, ale tylko pod warunkiem polubienia tutejszego klimatu :)
Pozdro Maciek
Autor: Maciek







Strona istnieje:

3193

dni
Ładowanie:

0.017

sek
©2009-2010 Maciej Dombrowski. Wszelkie prawa zastrzeżone. | Wszelkie materiały tekstowe, zdjęciowe, graficzne, filmowe oraz ich układ w niniejszym serwisie internetowym stanowią prawnie chronioną własność intelektualną. | Ich kopiowanie, dystrybucja, modyfikacja oraz publikacja dla celów komercyjnych bez pisemnej zgody właściciela są zabronione.